Dwa ?wiaty
- Jedziesz do Kociego? Co, pracować tam będziesz? To już jest otwarty? A to tylko dla wybranych, czy tak z ulicy też można przyj?ć? ? pytano mnie gdy prosiłam o wskazanie drogi do owianego legendą zameczku.- Przyjechałem do Szczawnicy, żeby leczyć córkę - wspomina Mieczysław Pomorski, pomysłodawca i twórca Kociego Zamku.Kupił dom dawniej należący do zbója Pipikasa, polskiego odpowiednika Janosika. Pipikas mieszkał w Szczawnicy. Tu napadał kupców, którzy podróżowali szlakiem na Węgry. Tu też ponoć, zgodnie z legendą, ukrył swój skarb.- Skarbu nie znalazłem za to przy pogłębianu piwnic trafiłem na- ludzkie szkielety - opowiada.Podczas remontu odnaleziono również tajne przej?cie prowadzące z domu zbója nad potok Grajcarek.Dom był ruiną, stała tu kurna chata z centralnie umieszczonym paleniskiem ale też był i zabytkiem - cały więc remont przebiegł pod czujnym okiem konserwatora zabytków.I tak nieprzydatna wła?cicielowi brama z furtką znalazły swe miejsce w Pienińskim Muzeum.- Pomysł na kawiarnię zrodził się do?ć dawno, bo podczas remontu Kociego. Początkowo chciałem mieć tylko dyskotekę z czasem jednak przedsięwzięcie się rozrosło - mówi Mieczysław Pomorski.Realizacja całej inwestycji trwała około 20 lat. Wizję Mieczysława Pomorskiego ubrał w realne szaty inżynier Okowiński.Jednak, by pomysł stał się rzeczywisto?cią potrzebna była energia i współpraca z Hanna Pałczyńską i Lucjanem Malinowskim. Dzięki spółce tych trojga Koci Zamek po latach doczekał się otwarcia.Na ceremonię otwarcia lokalu stawili się gromadnie przedstawiciele władz miejskich, przyjaciele i szczawniccy restauratorzy. Uroczysto?ć otwarło przemówienie Mieczysława Pomorskiego, który przypomniał zebranym historię powstania restauracji.- Dziekuję tym, którzy mimo trudów stali przy mnie, którzy pomogli w realizacji tego, zdawało się nierealnego pomysłu. Wiedzcie, że teraz ten rydwan ciągną trzy koziorożce - ?miał się Mieczysław Pomorski.Wystrój choć pozornie surowy stwarza niepowtarzalny klimat romantycznej ba?ni. Do wielkiej sali prowadzą drewniane drzwi. W rogu w olbrzymim kominku płonie ogień, blaskiem płomieni liże czarną podłogę. W takt muzyki migają komputerowo sterowane ?wiatła podłogowe. Krótki syk i nagle wszystko powleka mgiełka dymu. Siadamy przy podręcznym barku.- Zauważyła?, przy ponad stu decybelach możemy normalnie rozmawiać - zwracają mi uwagę wspólnicy.W Kocim Zamku spotykają się dwa ?wiaty: tradycji i nowoczesno?ci. We wnętrzach rodem z ?redniowiecznych zamków pełnych arcydzieł rodzimego rzemiosła dyskretnie pojawia się nowoczesna technika. Każdy poziom zadziwia odmienno?cią stylu podkre?lającą jego charakter. Cze?ć kawiarnianą wypełniają wiklinowe mebelki. W chłodne dni przez przeszkloną ?cianę można obserwować Pieniny, w ciepłe za? go?cie mogą odpoczywać na dwupoziomowym tarasie w?ród szmeru wodnych kaskad.- Z czasem będziemy chcieli wprowadzić nieco dań z kuchni austriackiej na razie poprzestajemy na polskiej ze szczególnym uwzględnieniem dań regionalnych - zapewnia Lucjan Malinowski. - Moim marzeniem jest też przygotowanie poka?nej piwnicy win z całego ?wiata - dodaje.Przy otwartym barze, szwedzkim stole, bograczu, kawie i ciastach bawiono się do białego rana. A w niedzielę Koci Zamek czekał już na pierwszych go?ci...